sobota, 3 stycznia 2009

Stłukłam wazon

Stał stolik w pokoju
Okrągły, pulchny, na jednej nóżce
W odcieniu mahoniu bukowy
Prawie jak czekoladka.
        Dostałam go od dziadka.

Stał na stoliku wazon
Smukły, zgrabny, kamionkowy
W odcieniu szaro-zielonym
W małe czarne kwiatki
        Dostałam go od matki.

Stały w wazonie mieczyki
Wysokie, cienkie, kolorowe
We wszystkich odcieniach tęczy
We wszystkich barwach poranka.
        Dostałam je od kochanka.

Stał w pokoju stolik
A na nim wazonik
W wazonie mieczyki
Zgubiłam kolczyki...

Szukałam kolczyków po całej podłodze
Aż trąciłam stolik co stał na swej nodze
Stolik się zachwiał... a na nim wazonik
Podskoczył raźno jak młodziutki konik.

I z trzaskiem spadł na ziemię!

Rozbił się, rozpadł na drobne kawałki...
Roztrzaskał, rozkruszył na małe kryształki...
Kwiaty na podłodze i wkoło kałuża...
Rozpętała się w mym sercu burza...

Gdyby tak czas cofnąć!

A może lepiej nie cofać...

Może gdy wazon pękł, pękły też czyjeś kajdany...?
Może dziadek z babką wreszcie pojednany...?
Może matka swego zdrowia otrzymała wizję...?
Może kochanek tą właściwą podjął wnet decyzję...?


19.09.2001r.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

teraz jestem tu

blox się zamyka. Więc przeniosłam całego bloga (niestety bez komentarzy*) tutaj. Ostatnio robiłam porządki i znalazłam mnóstwo starych notat...