z dedykacją dla polonistów, ale nie wszystkich ;P
Patrzę za okno - i widzę ten dzień jesienny
Już nie taki wczesny, już nie taki piękny.
Liście, niegdyś na drzewach będące,
Złotem, czerwienią, purpurą sie mieniące,
Teraz zszarzały, zczerniały, opadły, już nie ma,
I tylko wiatr je unosi, przenosi, przewiewa.
Z ulicy na uliczkę, z trawnika na trawniczek.
Pora, w której ów wiatr jest listonoszem,
Jest smutna, szara, brudna, o proszę!
Każdy dzień jest różny, ma w sobie inne kolory,
Pierwszy - biały, drugi szary, trzeci zaś brązowy.
W każdym dniu jest więcej chłodu, brudu oraz mgły.
Każdy dzień jest bardziej wietrzny, deszczowy, pochmurny.
Nie! Już dłużej nie mogę! Dłużej nie wytrzymam!
Z kroplą deszczu, krwi i łzy prawie sie rozpływam.
jesień 1994 albo 1995
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz